“Nie jeżdżę hulajnogą tak często, jak Andrzej"
Marka Electricall ma dwóch ojców. Wraz z Andrzejem Lesiakiem dał jej początek Paweł Baszak, informatyk z Rzeszowa i współwłaściciel firmy informatycznej Moonbite S.A. Bohater dzisiejszego wywiadu z właściwym sobie poczuciem humoru wspomina początki Electricall oraz odsłania kulisy prowadzenia firmy.
Paweł, kto wpadł na pomysł założenia Electricall? Ty czy Andrzej Lesiak?
Na pomysł wpadł Andrzej, natomiast ja dowiedziałem się o tym od niego zupełnie przypadkowo. Do naszej pierwszej rozmowy doszło na jednym ze spotkań biznesowych poświęconych w ogóle innym sprawom. Andrzej próbował się wtedy dowiedzieć, czy któraś z firm sprzedających rowery mogłaby udostępnić mu salon sprzedaży do ekspozycji hulajnóg elektrycznych.
Ostatecznie mu to odradziłem. Uważam, że gdyby Andrzej zwrócił się ze swoją ideą do firmy z już wypracowanym modelem sprzedaży i pozycją na rynku to taka firma, wkrótce potem, samodzielnie nawiązałaby bezpośrednią współpracę z dystrybutorem i on – główny pomysłodawca – przestałby być jej potrzebny. Po kilku dniach od tej rozmowy, Andrzej zadzwonił do mnie i zapytał, czy to ja bym mu przy jego pomyśle nie pomógł.
I zaprosił Cię do współpracy?
Tak. Co prawda znaliśmy się wcześniej, może jakieś kilka lat, bo obaj byliśmy przedsiębiorcami w branży IT. Nie mieliśmy jednak okazji prowadzenia wspólnego biznesu. Kiedy spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o tym, jak wyjść z tym pomysłem na rynek lokalny, padła kwestia, czy opierać się tylko na samej modzie, czy również na jakimś modelu biznesowym. Dalej ustaliliśmy sobie, kto za co odpowiada, jaki ma zakres kompetencji i od czego rozpocząć realizację pomysłu.
A tak przy okazji, na początku marka Electricall funkcjonowała pod nazwą E-hulajnogi Rzeszów. Zachowaliśmy domenę o tej nazwie oraz logo z tamtego okresu. Pomysł na nazwę adekwatną do bardziej pojemnej oferty pojawił się później. Miała obejmować już nie tylko hulajnogi, ale i inne lekkie pojazdy elektryczne. I tak powstał Electricall. Electric – all.
Wygrał model biznesowy czy moda?
Wierzyłem, że można stworzyć na bazie Electricall dobrze prosperującą firmę, dbającą o to, żeby moda na hulajnogi, która pewnie prędzej czy później przyjdzie, była z jednej strony bezpieczna, z drugiej zaś, właściwie zaopiekowana. Na tamtym etapie jeszcze w niewielkim stopniu myśleliśmy o usługach serwisowych dla hulajnóg w ramach Centrum Serwisowego. Pomysł na serwis pojawił się z czasem, a do jego realizacji doszło jeszcze później.
Kiedy Electricall dorobił się własnego serwisu?
W momencie, kiedy zaczęliśmy sprzedawać sprzęt i zdecydowaliśmy się na otwarcie salonu sprzedaży w Millenium Hall. Wcześniej braliśmy pod uwagę inne lokalizacje w Rzeszowie. Millenium Hall wygrało, ponieważ dziedziniec pozwalał na to, żeby każdy przed zakupem mógł się przejechać i przetestować sprzęt. W ten sposób zrodził się pomysł na usługę „Wypróbuj zanim kupisz”.
Kiedy uruchomiliśmy salon sprzedaży, pojawili się pierwsi klienci, którzy zaczęli nas pytać o naprawę. Podnajęliśmy miejsce w Millenium Hall, które służyło nam pierwotnie za magazyn. Tu pojawił się pierwszy stół warsztatowy. I tu zaczęliśmy wymieniać dętki, opony, regulować hamulce. Pomieszczenie było wielkości dosłownie 2 na 4 m. Długie, wąskie, ze skosem, bo górą biegły schody. Wraz z Bartkiem, obecnym kierownikiem serwisu, wyposażaliśmy serwis w blaty, półki i jedno, jedyne stanowisko serwisowe. Bill Gates zaczynał w garażu, a my pod schodami - można? (śmiech).
Jak się Wam układa współpraca z Andrzejem?
Nie pamiętam, jak Andrzej odpowiedział na to pytanie (śmiech). Skoro już współpracujemy prawie siedem lat, to myślę, że układa się bardzo dobrze. I to właśnie dzięki temu, że bardzo często mamy inne spojrzenie na wiele kwestii. I nie mamy problemu, nie tyle ze ścieraniem się na słowa, co z wymianą opinii. To dzięki temu wypracowujemy dużo lepsze decyzje. Nikt z nas nie musi bezkrytycznie przyjmować opinii kolegi. Traktujemy to jako spojrzenie z innej perspektywy.
Ponadto, Andrzej wyznał mi kiedyś, że moje wsparcie bardzo mu pomaga w podejmowaniu trudnych decyzji. Doświadczenie, które zdobyłem na przestrzeni 14 lat we własnej firmie, którą prowadzę ze wspólnikiem - Grzegorzem, przydaje się w Electricall, natomiast Andrzej cały czas szefuje Digit-al sam. Musiał się nauczyć tego, że nie tylko jego decyzja jest najważniejsza.
Twoja firma – Moonbite - zajmowała się projektowaniem stron dla Electricall. Czy to było duże wyzwanie?
To było każdorazowo potężne wyzwanie, ale najwięcej wysiłku kosztowała mnie aktualna strona. Nie tylko strona, bo to jest cały system z obsługą serwisu, sklepem internetowym oraz licznymi integracjami. Przedsięwzięcie było chyba tym trudniejsze, że bardzo trudno jest projektować dla siebie. Jestem świadomy potrzeb Electricall i mam do dyspozycji zespół znakomitych specjalistów w Moonbite. Za każdym razem chciałem wypracować rozwiązania, które będą na dany moment optymalne, najbardziej zautomatyzowane, a nie jest to łatwe. Mieliśmy bowiem ograniczony czas i budżet.
Nie był to może projekt życia, ale był to projekt trudny, którego byłem jednocześnie odbiorcą i dostawcą. Trzeba było nauczyć się samokontroli. Nie chciałem tego zadania powierzać zewnętrznej firmie, ponieważ mam pełne zaufanie do zespołu w Moonbite. Powierzenie realizacji ludziom, których nie znam, mogłoby wpłynąć ujemnie na spójność projektu strony z wizją Electricall. To mogłoby pociągnąć większe koszty a ponadto opóźnić termin realizacji.
Czy prywatnie jeździsz „elektrykiem”?
Nie jeżdżę.
W ogóle?
Nie jeżdżę samochodem elektrycznym. A jeżeli masz na myśli hulajnogę elektryczną, to tak, zdarza się (uśmiech). Nie wiem, czy jako współwłaściciel firmy przemierzam odpowiednią ilość kilometrów hulajnogą. Myślę, że zaniżam statystyki w firmie pod tym względem. Bardzo często podróżuję na dłuższych odległościach i może stąd się to bierze.
Jeżeli chodzi o samochód elektryczny, to jeszcze poczekam, aż technologia stanie się na tyle zaawansowana, że producenci zapewnią zasięg na odpowiednim poziomie i wtedy „elektryk” będzie mógł mi służyć do jazdy jako mój drugi samochód. Obecnie, w mojej sytuacji, w grę wchodzi hybryda, nie elektryk.
Który model hulajnogi elektrycznej wypróbowałeś jako pierwszy?
To była hulajnoga marki Frugal... To był model sprzed sześciu lat mniej więcej. Wiem, Frugal Eco!
Jesteś informatykiem. Dlaczego zainteresowałeś się właśnie elektromobilnością?
Bardziej interesuje mnie połączenie obu tych technologii, niż sama moda na korzystanie z elektromobilności na co dzień. Pewne rozwiązania IT mogą przecież wspierać i wspierają elektromobilność. Ale jak tylko pojawiła się możliwość jazdy hulajnogą elektryczną, to z niej skorzystałem (śmiech). Natomiast nie jeżdżę „elektrykami” aż tak często, jak na przykład nasi pracownicy, czy jak sam Andrzej, który regularnie korzysta z hulajnogi elektrycznej.
Z Pawłem Baszakiem rozmawiał Marek Marciniec
Gwarancja mobilności 24/7