Skip to main content

"Dla wszystkich starczy miejsca"

Liczba użytkowników hulajnóg elektrycznych w Polsce rośnie, a jednocześnie media coraz częściej komentują wypadki z ich udziałem. „Dla wszystkich starczy miejsca” – uspokaja Andrzej Lesiak – „o ile nie zabraknie zdrowego rozsądku oraz wzajemnego szacunku”.

Osiem lat temu nikt nie przypuszczał, co wyniknie z marzenia pasjonata. Dziś Electricall – pomysł Andrzeja Lesiaka – to marka rozpoznawalna w całym kraju. To salon sprzedaży i sklep internetowy oferujący szeroki asortyment lekkich pojazdów elektrycznych. To obsługujące zlecenia dosłownie z całej Polski Centrum Serwisowe. To akumulatory do pojazdów elektrycznych produkowane na indywidualne zamówienie.

 

W ostatnim czasie w mediach pojawia się sporo informacji na temat wypadków z udziałem użytkowników hulajnóg. Czy nie uważasz Andrzeju, że ten problem trochę wyolbrzymiono?

Z pewnością temat jest nośny medialnie, ponieważ hulajnogi elektryczne pojawiły się w przestrzeni publicznej dosyć niespodziewanie a dynamika wzrostu ich udziału w ruchu miejskim jest zjawiskiem wręcz bezprecedensowym. Jeszcze 7 lat temu widok osoby poruszającej się na hulajnodze elektrycznej był ciekawostką. Obecnie hulajnogi dosłownie zmieniły obraz miast, ponieważ stały się bardzo popularną formą transportu osobistego.

Harmonijne zintegrowanie użytkowników hulajnóg z innymi uczestnikami ruchu jest realnym i ważnym wyzwaniem. Nie mówiłbym tu więc o wyolbrzymianiu problemu, ale raczej o nietrafnym i nieskutecznym jego adresowaniu. Mówiąc krótko, nie hulajnoga jest tutaj źródłem problemu – tylko jej użytkownik. Podobnie zresztą jest w przypadku roweru, motocykla czy samochodu. A użytkownik hulajnogi, niestety, jeszcze zbyt często jest nieświadomy przepisów i zagrożeń, jakie stwarza dla siebie i innych, przez nieodpowiedzialne jej użytkowanie. I tu jest główne wyzwanie.

Jestem gorącym zwolennikiem licznych publikacji medialnych dotyczących bezpieczeństwa poruszania się na hulajnogach. Głównym wyzwaniem dla publicystów, policji, straży miejskiej jest jednak zwalczanie niewiedzy, ignorancji i nieodpowiedzialności części użytkowników hulajnóg – a nie walka z samymi hulajnogami.

Czy rodzima branża może dużo stracić, w przypadku zaostrzenia przepisów drogowych dla użytkowników hulajnóg elektrycznych?

Przede wszystkim nie sądzę, że zaostrzenie przepisów jest teraz kluczowe dla zwiększenia bezpieczeństwa. To, co jest naprawdę potrzebne, to szybkie uruchomienie procesu skutecznej edukacji. A najbardziej skuteczna edukacja to, moim zdaniem, twarde egzekwowanie obecnie działających przepisów.

Jestem gorącym zwolennikiem popularyzacji hulajnóg elektrycznych, które wraz z rowerami stanowią świetną alternatywę dla samochodu w mieście. Jednocześnie głośno namawiam do surowego karania szaleńców na hulajnogach. Można to robić skutecznie w ramach obowiązujących obecnie przepisów i to jest najszybsza droga do poprawy bezpieczeństwa oraz poprawy wizerunku hulajnogistów. Nie może być przyzwolenia na niebezpieczne ekscesy garstki szaleńców, a następnie rozciąganie problemu i przypinanie łatki wszystkim użytkownikom hulajnóg.

Jeśli natomiast już mówimy o potencjalnej zmianie przepisów, to przede wszystkim należałoby takie zmiany wcześniej dobrze skonsultować z branżą, aby nowe regulacje mogły realnie wpływać na poprawę bezpieczeństwa.

Czy kaski dla hulajnogistów powinny być obowiązkowe?

Trzeba zrobić wszystko, żeby kaski stały się powszechne, ponieważ znacząco poprawiają bezpieczeństwo. I tutaj nie powinno być rozróżnienia pomiędzy rowerem i hulajnogą. Wprowadzenie obowiązku kasku jest obecnie dosyć kłopotliwe, ponieważ w praktyce  oznaczałoby, np. upadek operatorów hulajnóg na minuty. Skokowo zmniejszyłaby się też wtedy popularność roweru/hulajnogi w ruchu miejskim.

Myślę, że teraz jesteśmy w takim momencie, w którym kaski należy skutecznie popularyzować, np. uświadamiać i zachęcać rodziców, żeby wymagali zakładania kasku od swoich dzieci. Można by pomyśleć też na wstępie o obowiązku kasku dla nieletnich po to, żeby budować dobre nawyki. Tylko że wtedy taki obowiązek powinien dotyczyć zarówno roweru, jak i hulajnogi. W dłuższej perspektywie czasowej warto natomiast wprowadzić przemyślane rozwiązania prawne, które użytkownikom w kaskach dadzą, np. większe uprawnienia do poruszania się po drogach.

Obecnie hulajnogę elektryczną w Polsce mogą prowadzić już dziesięciolatki. Czy nie sądzisz, że należałoby podnieść dolną granicę wieku dla użytkowników e-hulajnóg?

Zdecydowanie nie. Przepisy są w tym zakresie bardzo sensownie skonstruowane i jedyne, czego trzeba, to ich znajomości oraz skutecznego egzekwowania. Wiek 10 lat to przecież nie jedyny wymóg uprawniający do kierowania hulajnogą elektryczną przez osobę nieletnią. Drugi warunek to posiadanie stosownych uprawnień, czyli minimum karty rowerowej. I tu jest główne pole do działania dla poprawy bezpieczeństwa, ponieważ kurs i egzamin na kartę rowerową zapewnią podstawową znajomość przepisów oraz świadomość zagrożeń u młodych ludzi.

Trzeba przywrócić znaczenie tego zapomnianego nieco dokumentu. Trzeba wyposażyć policjantów w narzędzia szybkiej weryfikacji posiadania tego uprawnienia, a następnie uruchomić i nagłośnić akcję kontroli oraz karania za brak uprawnień. Trzeba też surowo karać (i nagłaśniać to w mediach) przypadki chuligańskiej i niebezpiecznej jazdy – bez względu na to, czy kierujący miał uprawnienia, czy nie. 

Nie wszyscy użytkownicy e-hulajnóg przestrzegają ograniczenia prędkości na chodniku. Może lepiej hulajnogi elektryczne wykluczyć z ruchu po chodnikach i strefach dla pieszych, tak jak przewidują przepisy np. w Niemczech?

Znowu w tezie pytania pojawia się pokusa ukarania wszystkich za nieodpowiedzialność niektórych. Jak powiedziałem wcześniej, trzeba surowo i konsekwentnie karać tych, którzy zachowują się nieodpowiednio. Wszyscy użytkownicy hulajnóg – bez wyjątku – muszą wiedzieć, że na chodniku są gośćmi. Na chodniku to piesi są „u siebie” i mają czuć się bezpiecznie.

Jeśli zbliżasz się do pieszego ze zbyt dużą prędkością i stwarzasz choćby cień zagrożenia, musisz być świadomy, że jest to zachowanie niebezpieczne, za które zostaniesz ukarany. Nieuchronność i dotkliwość kary ma być czynnikiem budującym tutaj dobre nawyki. Takie odpowiedzialne „współdzielenie chodnika” z pieszymi jest bardzo potrzebne, ponieważ obecna infrastruktura rowerowa i drogowa w Polsce nie umożliwia praktycznego i bezpiecznego korzystania z hulajnóg elektrycznych, jeśli wyłączymy z użytku chodniki. Mówiąc krótko: dla wszystkich starczy miejsca, o ile nie zabraknie zdrowego rozsądku oraz wzajemnego szacunku.

Czy powinniśmy objąć hulajnogi elektryczne obowiązkowymi ubezpieczeniami? Czy rozwiązanie zastosowane w Niemczech można by w całości przenieść na grunt polski?

Niektóre regulacje prawne u naszych zachodnich sąsiadów mogą być pewną inspiracją, choć całość rozwiązań dotyczących hulajnóg z pewnością nie powinna stanowić dla nas wzoru do naśladowania. Nieprzyjazne hulajnogom regulacje prawne w Niemczech doprowadziły w praktyce do zmarginalizowania tego środka transportu. Z pewnością zadowolone jest z tego lobby samochodowe, ale moim zdaniem nie są to rozwiązania optymalne dla społeczeństwa.

Jeśli chcemy, żeby hulajnogi elektryczne wraz z rowerami w widoczny sposób przyczyniły się do odkorkowania miast i redukcji zanieczyszczeń ze spalin samochodowych, to potrzebujemy innego podejścia niż to zastosowane za Odrą. Z drugiej strony trzeba przyznać, że niemieckie rozwiązanie z ubezpieczeniem w praktyce świetnie chroni ich rynek przed zalewem taniego, kiepskiej jakości sprzętu z niepewnych źródeł. Obowiązek certyfikowania danego modelu przed dopuszczeniem go do ruchu w danym kraju jest akurat tym, z czego moglibyśmy w Polsce zaczerpnąć inspirację.

Znacząco zredukowałoby to ryzyko pojawiania się na naszych drogach modeli pojazdów zupełnie niezweryfikowanych pod względem bezpieczeństwa, konstrukcji oraz parametrów technicznych. Dodatkowo warto by już teraz pomyśleć o obowiązku zapewnienia części zamiennych, serwisu oraz przeglądów okresowych przez podmiot wprowadzający dany model na rynek. Chodzi o długofalowo rozumiane bezpieczeństwo użytkowników oraz uniknięcie powstania nowej góry elektrośmieci za kilka lat.

Dziękuję. Czy chciałbyś na koniec rozwinąć jeszcze jakieś zagadnienie, o które nie zapytałem a w Twojej ocenie jest ono kluczowe dla branży hulajnóg elektrycznych?

Mam pewną refleksję natury ogólnej. Branża jest bardzo młoda i dynamicznie się rozwija. Ma ogromny potencjał, aby zrewolucjonizować transport osobisty, szczególnie wśród mieszkańców miast. Okazało się, że ten niepozorny wynalazek sprzed ponad 100 lat ma teraz realną szansę zrobić rewolucję, którą wcześniej prorokowano zaawansowanemu, samobalansującemu się pojazdowi Segway – tajemniczemu „projektowi Ginger”. Hulajnoga bije „projekt Ginger” swoją lekkością i prostotą konstrukcji.

Użytkownicy już tłumnie zagłosowali na nią swoimi portfelami, bo jest wygodna a jej użytkowanie jest 100 razy tańsze od samochodu osobowego. Teraz chodzi o to, aby mądrze stawić czoła wyzwaniom związanym z lawinowym wzrostem jej popularności i pomóc jej się harmonijnie wpisać w krajobraz naszych miast.

Niech robi swoje, niech bezpiecznie wozi tych, którzy się do niej przekonali i niech nie utrudnia życia nikomu z innych użytkowników przestrzeni publicznej. Żeby tak się stało, potrzeba mądrego współdziałania wszystkich zainteresowanych: przedstawicieli branży, użytkowników, policji i straży miejskiej, ustawodawcy. I do tego wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy.

 

Więcej informacji już niebawem na stronie naszej akcji: www.smigajbezpiecznie.pl

Z Andrzejem Lesiakiem rozmawiał Marek Marciniec 

Dołącz do naszej społeczności na social media!

Porady i triki dotyczące hulajnóg, rowerów, skuterów i mikrocarów.

Najnowsze informacje o trendach i technologiach.

Ciekawostki, recenzje i testy pojazdów elektrycznych.